Kryminalna historia Kościoła

Seria podcastów obnażających różne oblicza patologii w kościele katolickim.


Mamy przed sobą trudne zadanie. Od 24 lutego oczy świata zwrócone są na Ukrainę. Ten świat nie potrafi pojąć, jak to się stało, że u progu drugiej dekady XXI wieku jedno państwa napada na drugie odmawiając mu prawa do istnienia. A blisko 80% obywateli tego pierwszego z entuzjazmem popiera ten barbarzyński akt agresji. Co więcej najważniejsza religijna instytucja tego kraju udziela agresorowi pełnego błogosławieństwa. Mówimy oczywiście o prezydencie Vladimirze Putinie i patriarsze Moskiewskiej Cerkwi Prawosławnej Cyrylu. Jednak, co jest wprost zdumiewające, również w polskim Kościele Katolickim odkrywamy podobną strukturę. Jeśli prześledzić jego działalność o pięćset lat wstecz, to z łatwością można dostrzec, że jego strategia opierała się w głównej mierze na konfrontacji. Przez wieki zmieniali się wrogowie, ale Kościół cały czas z kimś walczył. I robił to, jak głosił, nie dla siebie, ale dla narodu, w jego imieniu. Dla Jarosława Kaczyńskiego właśnie takie kościół jest idealnym partnerem.





Model sprawowania władzy w kościele to system, który zawsze będzie kumulował patologie. Kościół to swoiste perpetuum mobile skandali, nadużyć seksualnych i korupcji. Katolicki pisarz Lord Acton twierdził, że każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. O ile państwa i korporacje pozostają w procesie nieustannej zmiany, wprowadzając coraz to bardziej doskonałe mechanizmy kontroli i przejrzystości, Kościół Rzymsko Katolicki zastygł w skamielinie centralizmu, tajności i posłuszeństwa, w którym wierni nie mają absolutnie żadnego wpływu na sposób sprawowania władzy przez biskupów będącymi panami życia i śmierci.





Wybraliśmy przykłady biskupów nominowanych przez Jana Pawła II, którzy pokazują, jak działał system wykluczających osoby inaczej myślące niż papież. Zaczniemy od barwnej osobowość Juliusz Paetza, którego kariery nie zatrzymały powtarzające się oskarżenia o homoseksualizm i naganne zachowania wobec podległych mu młodych seminarzystów. Podobnie zdumiał nas zupełnie zaskakujący przykład Hansa Hermana Groëra, który niemal z całkowitego niebytu kościelnego objął funkcję po charyzmatycznym kardynale Franzu Königu w Wiedniu. Jak jasno wynika z analiz dziennikarzy i analityków, to osobista interwencja Jana Pawła II zapewniła Groërowi tak błyskotliwą karierę. Jeszcze bardziej bulwersujący przykład kariery to kariera notorycznego drapieżcy seksualnego Teodoryka McCarricka. Te trzy przykłady jak w soczewsce skupiają patologie systemu, który nadal kwitnie i nie widać śladów jego załamania. I to nas właśnie zdumiewa.





Figura kapłana, mającego bliski kontakt z Bogiem, który upojony władzą i bezkrytycznym autorytetem upokarza wiernych, gwałci ich dzieci oraz nadużywa stosunku zależności wobec mężczyzn i kobiet, zwłaszcza kleryków i sióstr zakonnych to pewna prawidłowość. Poza autorytetem i łatwością manipulacji liderzy wspólnot charyzmatycznych mają jeszcze jeden atut, o którym warto wspomnieć.

Kościół ma z nich pożytek. Wnoszą do tej skostniałej struktury ożywczy wiatr a co za tym idzie podporządkowany i ślepo posłuszny tłum. Na przykładzie sekty, którą stworzył wokół siebie we Wrocławskim klasztorze dominikanin Paweł M. widać doskonale, dlaczego system kościelny chroni sprawców nadużyć i dezawuuje ich ofiary.





Jednym z instrumentów dyscyplinującym osoby konsekrowane jest ślub posłuszeństwa. W tradycji kościoła ma być wartością samą w sobie. To pokora, znoszenie upokorzeń a nawet cierpienie stały się cnotami. W historii Kościoła na przestrzeni wieków możemy wymienić całą plejadę osób duchownych, które w Kościele nie miały łatwo. Etos uciemiężonej jednostki, cierpiącej rzekomo za grzechy innych, to nic innego jak sposób sprawowania nad nią kontroli. W przypadku kobiet, czego najlepszym przykładem jest upokorzenie zakonnic, kościół oponował tę strategię do perfekcji.





Przyczyną jednej z największych tragedii katolików w drugiej połowy XX i pierwszych dekad XXI wieku jest encyklika Humanae Vitae i wyrażony w niej stosunek do antykoncepcji i w ogóle do swoistej obsesji na punkcie ludzkiej seksualności. By w pełni zdać sobie sprawę z tragizmu sytuacji trzeba sięgnąć do genezy tego dokumentu. Otóż już w czasie soboru pojawił się postulat by Kościół zmienił swój stosunku do ludzkiej seksualności i by opowiedział się za prawem do świadomego i dobrowolnego decydowania o swojej rozrodczości. Mówiąc wprost pojawiły się głosy, że akceptacja antykoncepcji jest zgodna z ludzką racjonalnością, a nawet nie ma w niej nic grzesznego. Sprawa budziła spore emocje, więc papież Paweł VI zdecydował, że zajmie się tym specjalna komisja i w oparciu o jej ustalenie on sam wyda stosowny dokument. Tak też się stało. W 1968 roku pojawiła się encyklika, ale jej treść nie odpowiadała temu, co ustaliła powołana przez papieża komisja. Większość jej członków opowiedziała się bowiem za dopuszczeniem antykoncepcji. Dlaczego papież tę opinię zlekceważył i opowiedział się przeciw jej ustaleniom?





Powiedzenie, że to największa tragedia pontyfikatu Jana Pawła II to nic nie powiedzieć. To jedna z tych spraw, które wymagają zbadania pod kątem ochrony przestępców seksualnych oraz ich protektorów przez otoczenie polskiego papieża. Dzisiaj wiemy, że jest więcej, ale chcemy się zająć tą, która nie przestaje budzić największych bodaj emocji. Dzieje się tak nie bez racji. Jest to sztandarowy przykład zamykania oczu na największe zbrodnie jakie rozgrywały się przez dziesiątki lat niemal dosłownie pod oknem polskiego papieża. Jednak jej historia jest znacznie dłuższa nie tylko pontyfikat Karola Wojtyły. To jest sprawa Maciela Degollado. Stworzony przez niego zakon Legion Chrystusa to sekta dobrze kamuflująca wewnątrzkorporacyjną patologię.




Podobna lektura 

https://universism.blogspot.com/2023/03/babilonkryminalna-historia-koscioa.html

Komentarze